niedziela, 15 stycznia 2017

It's time for tea - Teavivre - Tea for life

Kto nielubi usiąść wygodnie na łóżku czy w mięciutkim fotelu z ulubioną książką? A gdy dojdzie do tego pyszna ciepła herbata to już nic więcej do szczęścia nie potrzeba.. Dzisiaj rano miło zaskoczyła nas zima. Kraków z szarego stał się piękną białą, śnieżną krainą. Mamy niedzielę, więc tym bardziej miłe było to dla nas zaskoczenie, bo dzisiaj nic nie musimy. Poczułam, że to idealny moment na testowanie herbaty jaką otrzymałam od firmy Teavivre.
Miałam tą przyjemność, być w Chinach jakiś czas temu dlatego ta współpraca była dla mnie czystą przyjemnością, aby przypomnieć sobie ten orientalny smak.

Orzymałam herbatę Oolong czyli smoczą herbatę. W Polsce herbata tego typu jest zaliczana do herbat czerwonych podobnie do pu-erh, po które często sięgam. Jeśli chodzi o Oolong to najłatwiej wstawićją pomiędzy herbatą czerną, a zieloną.


Trochę o właściwościach zdrowotnych tej herbaty:
  • bakteriobójcza
  • wspiera spalanie tłuszczu, wspomaga poces przemiany materii
  • reguluje poziom cukru
  • zwiększa witalność i odporność
  • zmniejsza ryzyko nowotworów
  • zmniejsza wystąpienie nadciśnienia tętniczego 
  • relaksuje i uspokaja
Parzenie. 
Herbatę parzyłam w dzbanku specjalnym do herbat liściastych. Kupiłam go w podczas moich wakacji w Pekinie i jest to świetna rzecz, bardzo przydatna tym, którzy lubią przeróżne herbaty.

Na filiżankę 1 mała łyżeczka herbaty. Są to zwinięte liście i po zalaniu zwiększą swoją objętość. Zalewamy wodą o temperaturze 95 stopni. Czas parzenia 1 do 5 minut. 
Herbata jest bardzo intensywna, jeśli preferujemy mocniejsze napary sypiemy więcej herbaty, ale nie wydłużamy czasu parzenia. 

Smak herbaty.
Początkowo była dla mnie za bardzo intensywna, być może za dużo wsypałam herbaty. Jednak z każdym łykiem odkywałam smak herbaty Oolong na nowo. Herbata ma piękny kwiatowy zapach, aż miło się po nią sięga. Aromat lekko orzechowy, kwiatowy, bardzo bogaty. Polecam herbatę smakoszom, którzy lubią intensywny mocny smak herbaty. Tym którym herbata nie zasmakuje polecam też rozcięczyć ją wodą, również smakuje i pachnie bardzo dobrze.

Zapraszam do odwiedzenia strony: www.teavivre.com







Post jest sponsorowany. 


piątek, 9 grudnia 2016

Cuda babci czyli Bania Agafii



Jak tylko mam czas lubię wejść do sklepu ze zdrową żywnością w poszukiwaniu czegoś dobrego do przekąszenia, ale i nie tylko. Tym razem zainteresowały mnie kosmetyki naturalne. Przeróżne, a duża ich część pochodziła ze wschodu. Od razu wpadły mi w oko maski Bania Agafii, w foliowych torebkach (podobnych do tych którymi uzupełniamy pojemnik z płynem do rąk). Początkowo kupiłam jedną - nie wiem dlaczego, ale była to odmładzająca z białą glinką :-) ... chyba czuję już upływający czas. Od razu wypróbowałam ją i rewelacja! Później dokupiłam kolejne produkty, które postaram się zrecenzować.



MASKA DO TWARY - ODMŁADZAJĄCA BIAŁA GLINKA

Opis z opakowania: Delikatna maska do twarzy na odżywczym mleku łosia w połączeniu z syberyjskimi ziołami specjalnie stworzona dla odmłodzenia skóry. Mocno nawilża, stymuluje odnowę komórek, podnosi elastyczność skóry i zrównuje koloryt skóry twarzy.
Moja opinia: Maska jest cudowna! Opakowanie jest wydajne. 
Działanie: Nawilża, ładnie pachnie i jest delikatna, nie szczypie. Wrażenie chłonięcia maski w skórę. 
Efekty: Szara skóra, staje się zdrowsza i jaśniejsza, w dotyku gładsza i miękka. 
Cena: ok. 8 zł (można znaleźć taniej) /100 ml




MASKA-LIFYING DO TWARZY - TONIZUJĄCA

Opis z opakowania: Maska do twarzy z widocznym efektem liftingu, tonizuje skórę i wyrównuje koloryt twarzy. Naturalne składniki, wchodzące w skład maski, nawilżają skórę, podnoszą jej sprężystość i elastyczność.
Moja opinia: lifitingu jeszcze chyba nie potrzebuję, ale lepiej chuchać na zimne :-) bardzo fajna maska jednak mnie przeszkadza mocny drażniący zapach. 
Działanie: kremowa konsystencja, nie szczypie, szybko się wchłania w skórę
Efekty: wydaje mi się, że dużego efektu liftingu czy napięcia skóry nie ma, ale maska bardzo fajnie nawilża i rozświetla skórę
Cena: ok. 8 zł (można znaleźć taniej) /100 ml




MASKA DO TWARZY - DAURSKA -TONIZUJĄCA

Opis z opakowania: Maska na ziołach z Darii czystego ekologicznie rejonu na pograniczu Rosji i Chin, specjalnie stworzona do delikatnej pielęgnacji zmęczonej i wrażliwej skóry twarzy. Usuwa podrażnienia, nawilża, podnosi ochronne właściwości skóry, zwracając skórze zdrowy i zadbany wygląd.
Moja opinia: wszystkie te maski są rewelacyjne i idealne, by odżywić skórę szczególnie w jesienią i zimą.
Działanie: nie podrażnia, zapach przyjemny
Efekty: pozostawia skórę miłą i delikatną, odżywia i nawilża
Cena: ok. 8 zł (można znaleźć taniej) /100 ml

Wszystkie te maseczki mają podobną konsystencje, działają w podobny sposób: dobrze wchłaniają w skórę, podobnie się zmywają. Maski Bania Agafii są po prostu cudowne. Warta wypróbowania tym bardziej, że inwestycja niewielka.



RBA NA 5 SOKACH CEDR - BALSAM NALEWKA DO SUCHYCH I OSŁABIONYCH WŁOSÓW 

Opis z opakowania: Balsam do suchych i osłabionych włosów – odżywienie i wzmocnienie – na bazie organicznego soku z brzozy i organicznego oleju cedrowego, nasyca włosy niezbędnymi mikroelementami, wzmacnia. Organiczny sok z brzozy i pięciornik krzewiasty (kurylska biała herbata) nawilżają włosy, wygładzają, ułatwiają układanie. Organiczny olej cedrowy bogaty w wielonienasycone kwasy tłuszczowe i witaminy intensywnie odżywia i uszczelnia strukturę włosów. Organiczny olej lniany regeneruje zniszczone włosy, zwiększa ich wytrzymałość i elastyczność.
Moja opinia: podeszłam do tej odżywki nieco z rezerwą, może to nasze przyzwyczajenie "jak coś nie kosztuje to nie działa". Skusiłam się niską ceną i zachęciły mnie do kupna maski, z których jestem zadowolona. Bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. 
Działanie: nakłada się ją po umyciu, bez problemu, pozwala włosom rozplątać się po umyciu, nie jest tłusta jak inne odżywki, ani śliska przez co nasze włosy będą później obciążone. 
Efekty: włosy są odżywione, nawilżowne i błyszczą
Cena: ok. 5 zł /280 ml

*nie jest to post sponsorowany. 

poniedziałek, 28 listopada 2016

Wesele - nie taki diabeł straszny

Dzisiaj będzie o tym jak nie zwariować planując ślub.
My z M. mamy już to za sobą. W tym poście będzie wszystko co dla nas było istotne podczas planowania od ustalenia daty (uzależnione od dostępności wybranej sali) do całej ceremonii czyli 7 miesięcy w naszym przypadku (w zupełności wystarczający czas na dopięcie wszystko na ostatni guzik).

1. Wybór daty ślubu
My zaręczyliśmy się 2,5 roku temu, nie planowaliśmy od razu ślubu. Pewnego dnia zaczęliśmy oglądać sale i tak wpadł mi w oko piękny pałac. I tak szybko poszło: spotkanie z managerem, ustalenie wolnego terminu - 29 października. Godzina później. Telefon od managera, jedna para zrezygnowała czy chcemy wskoczyć na sierpniowy termin. I tak przypadkiem i ze szczyptą szczęścia ustaliliśmy datę 6 sierpnia.

2. Lista gości
Wypisaliśmy najbliższą rodzinę i przyjaciół następnie kogo jeszcze chcielibyśmy zaprosić i tak lista gości wciąż się powiększała. Pamiętajmy jednak, że 20% zaproszonych gości (jeśli nie jest to ścisłe rodzinne grono) wykruszy się, więc zapraszając 100 osób jest duże prawdopodobieństwo, że na weselu będzie ok. 80-90.

3. Zaproszenia
Zasypały mnie propozycje zaproszeń ze wszystkich możliwych stron. Kiedy nie chodziło o mnie z zachwytem podziwiałam niektóre propozycje, a gdy już miałam wybrać dla siebie - nie mogłam się zdecydować. Jako, że skończyłam grafikę i trochę się w tym odnajduję postanowiłam zaprojektować je sobie sama, takie jakie bym chciała od a do z. I tak z zaproszeń za ok. 5 zł zrobiło mi się 1,50zł, więcej pracy, ale zaoszczędziliśmy przynajmniej na tym (później już tak dobrze nie było:-))


Zaproszenia powstały przed wyborem koloru wiodącego (tiffany blue), ale i tak były naszą dumą :)

4. Wybór zespołu
To trudny wybór, dlatego zespół radzę wybrać z polecenia. Nam zależało na muzyce na żywo - za coś płacimy prawda? Jeśli ktoś ma gitarę elektryczną w dłoni, która nie jest podłączona do wzmacniacza i gra to to nie jest profesjonalizm, to robienie ludzi.. DJ - nie jest złym pomysłem, ale ten z wesela mojej siostry nas trochę zniechęcił. I tak wybraliśmy zespół 3 osobowy, który niewątpliwie zrobił show! Wychodził do ludzi, grali dla młodych i starszych, bawił gości także różnymi zabawami - super! A przyznam szczerze, że wybór był loterią - większość zespołów na rok przed jest już zarezerwowana szczególnie miesiące lipiec-sierpień.

Nasz zespół: Grupa Muzyczna Extreme

5. Wybór fotografa i kamerzysty
To było najcięższe chyba. Tu też kierowaliśmy się naszym gustem, co nam się podoba, a co nie. Ważny był klimat zdjęć, nie znamy się na szumach, kontrastach więc tu zdani byliśmy na nasz gust co się podoba, a co nie, bo zależało nam tak samo na zdjęciach jak i na filmie. Udało się znaleźć fajne małżeństwo. Tylko wciąż czekamy na efekty pracy... niestety już po terminie, ale cierpliwie czekamy ;-) Może po prostu "z tymi modelami nie da się nic zrobić" ;-)

6. Sukienka!
Kiedy mamy już wszystko jeśli chodzi o organizację wesela - myślimy o sobie. Sukienkę kupiłam na 4 miesiące przed - uważam, że to za szybko. Przerażone Panie (znajome, rodzina) pytały mnie czy mam już sukienkę - Jeszcze nie masz? Ja to miałam na pół roku przed! ....ja się pytam po co?
Tak słuchając przerażonych kobiet kupiłam sukienkę na 4 miesiące przed, miesiąc później wyprowadziłam się do Krakowa gdzie trochę schudłam - inne odżywianie, dużo jazdy na rowerze, spacerów, stresu.. I tak sukienka na tydzień przed ślubem wisiała na mnie jakbym miała ją po starszej siostrze. Także -200zł za krawcową, -10cm z sukienki. Niepotrzebne nerwy, niepotrzebne koszta.

7. Fryzura próbna
O niej pomyślałam na miesiąc przed ceremonią. Umówiłam się z salonem (niestety wcześniej mi nieznanym) dumnie zwanym studio urody na fryzurę próbną na 2 tygodnie przed ślubem. I co? Pokazałam inspiracje, nic trudnego typowe upięcie. Moimi włosami zajęła się PRAKTYKANTKA. Nie ujmując osobą uczącym się, bo niektórzy mają ogromny talent, ale ta fryzura dodała mi +10 do wieku i nie o taki efekt chodziło. Drugą fryzurę zrobiła mi już właścicielka - bez szału. I tak próby zakończyły się -100zł w portfelu (moim zdaniem bardzo drogo - to nie Warszawa, to nie Kraków, a fryzura tylko próbna) i także zakończyły się  z zdezorientowaniem na 2 tygodnie przed. Finalnie udało się znaleźć fryzjera w mojej miejscowości: szybki telefon, wizyta, próba (-50zł) i tak jakoś udało się zrobić skromne i ładne upięcie (-110zł). Koszt: -260zł.

fot. www.facebook.com/fryzjer.agnesse

8. Upominki dla gości
Zdarzały się wesela bez upominków, ale zdecydowanie podobały mi się te z tym drobnym akcentem podziękowania za obecność. Myślę, że warto pomyśleć o gościach, którzy przychodzą na nasz ślub tylko do kościoła. Nam udało się każdego obdarować 5 migdałami w naszym wiodącym kolorze Tiffany blue, które symbolizowały 5 życzeń: szczęścia, zdrowia, pomyślności, długiego życia i miłości. Gościom zaproszonym na weselną ceremonie postanowiliśmy sprezentować słoiczki z piankami marshmellows w kształcie serca (słoiczki sprowadzane z Niemiec, pianki to prezent od koleżanki z Australii - słoiczki na wypasie). Koszt: -3zł/szt (licząc tylko słoik)




Nie mam zdjęć naszych słoiczków - a szkoda! źródło: tumbrl.com
9. Bukiety
Hej, hej! To nie jest tak, że wchodzicie dzień przed do kwiaciarni i zamawiacie bukiet ślubny, a nawet na tydzień przed jest to ciężkie (napisałabym niemożliwe ale mnie się udało!). Kwiaciarnie poleciła mi fryzjerka. Ładne, klimatyczne miejsce z lawendą w nazwie. Pani właścicielka przecudowna kobieta, radosna, lubiąca wyzwania i bardzo sympatyczna i chyba te cechy sprawiły, że nie poddała się na przedbiegach. Na tydzień przed zadzwoniłam do kwiaciarni pytając o bukiet - aaaaaaaaaaaaaaaaaa#$#@$@#%@ na kiedy?!!! - usłyszałam. Inspiracje na bukiet wysyłałam telefonem prosto z wieczoru panieńskiego, a szczegóły dogadałam telefonicznie w ten sam wieczór. Bukiet był taki jak wymarzyłam. Piękny, wolny, polny, cudowny... Koszt: -390zł (za mój bukiet, druhny i butonierka - duży koszt, ale to jedyny jaki "przepłaciłam"(bo da się taniej), a byłam 100% zadowolona).


Polecam kwiaciarnie - wymarzony bukiet!!! - www.lawendowaweranda.tumblr.com

10. Tort
Tu przestrzegam wszystkich. Jak wyżej o bukiecie - był taki jak sobie wymarzyłam, to niestety o torcie tego napisać nie mogę. Zostawiliśmy to w rękach restauracji (mieliśmy opcje cenową z lub bez) i niestety był FA_TAL_NY! Nie mówię o smaku, ale o wyglądzie. Nie, nie wyglądał źle, ale nie był taki jak sobie zamarzyłam. Chciałam zawsze duży, ogromny, cudowny, pudrowy, królewski taki jak lubię, a był... jaki był, ale kto mógł wejść mi głowę i wiedzieć jaki chcemy skoro na rozmowie ustaliliśmy jednie: smak i to że ma być piętrowy (nawet kolory się nie zgadzały). Dlatego uważam, że zostawienie torta w rękach restauracji to duży błąd. Nigdy więcej, mam nadzieje, że na rocznicę z mężem sobie odbijemy tę pomyłkę..

11. Atrakcje dla gości
Myślałam, że w 10 punktach się zmieszczę, ale biznes weselny się rozwija. I atrakcje weselne w postaci zabaw organizowanych przez zespół/DJ to nie wszystko. U nas wielką przyjemnością dla weselników był barman, który serwował kolorowe drinki. Jest to świetna propozycja zamiast nudnego stołu z alternatywami dla wódki, usytuowanego gdzieś w kącie sali. U nas był to strzał w dziesiątkę. Kolejną atrakcją dla gości (a dla nas wspaniałą pamiątką) jest fotobudka. Można zaopatrzyć się samemu w aparaty typu polaroid oraz gadżety ubarwiające nam zdjęcia, ale znacznie tańszą opcją byłoby wynajęcie firmy na parę godzin z profesjonalnym sprzętem. Jest to o tyle fajne, że po takich zdjęciach dla nas zostaje pamiątkowa księga gości ze zdjęciami i wpisami naszych najbliższych i znajomych. Nawet nie wiecie jaką frajdę nam teraz sprawia przeglądanie tej księgi :-)
Kolejną atrakcją są podziękowania dla rodziców. Dlaczego to zestawiłam w tym punkcie? Nie lubię tańczenia w kółku z rodzicami przy pięknej, ale umówmy się smętnej piosence Cudownych Rodziców mam. Dlatego postanowiliśmy zrobić filmik dla rodziców z podziękowaniami w którym nagraliśmy podziękowania, było też trochę naszych wspólnych zdjęć, tych z dzieciństwa, rodzina, zdjęć ze ślubu rodziców... Uogólniając film, który miło się oglądało nie tylko nam, nie tylko rodzicom, ale i wszystkim bliskim. Wypisałam wszystkie atrakcje, które mieliśmy my. Oczywiście można, by się pokusić o lampiony (my nie mogliśmy), balony z helem (mieliśmy jako duży prezent niespodzianka od rodziców), fajerwerki (nie mogliśmy), fontanna czekoladowa, słodkie bufeciki i wiele innych.

Nasza fotobudka: www.fotobudkasmiechu.pl

12. Make-up
Zapomniałabym o najważniejszym. No dobra, równie ważnym. Przecież to jest piękny dzień, musimy wyglądać jak księżniczki cały wieczór. Doskonale wiemy jak wyglądamy przed imprezą i po imprezie dlatego warto zainwestować w profesjonalny makijaż. Oczywiście jak przy fryzurze również można sobie wykonać próbę przed, ale ja ze względu na brak czasu zrezygnowałam z tego i poszłam na żywioł. Udało się, bez niespodzianek, moja makijażystka nie miała za dużo czasu (czekała na mnie już w domu, a ja spóźniłam się jadąc od fryzjera). Zrobiła mi piękny, mocny, taki jak chciałam make-up i co najważniejsze utrzymał się do białego rana. Polecam mieć też wcześniej zrobione rzęsy wtedy trwa to dużo krócej. Koszt: 110zł.

13. Pierwszy taniec
Zazwyczaj zaczyna się od wyboru piosenki, u nas zaczęło się od wyboru stylu tańca - walc angielski (M. się uparł). Tak więc ja wybrałam piosenkę, która nie koniecznie była w punkt "raz-dwa-trzy, raz-dwa-trzy" stąd też szukaliśmy takiej wersji utworu,  która byłaby dla nas najlepsza, na szczęście w internecie znaleźć można wszystko :) 

Koszt tańca to ok. 400zł za 5h nauki, przynajmniej w bardziej znanych szkołach tańca i jest to nauka dla pary indywidualna z trenerem. I znowu (na luzie) za późno szukaliśmy, za późno się za to zabraliśmy i w końcu postanowiliśmy nauczyć się sami układu znalezionego na YouTube (w sumie parę figur z różnych filmików). Pierwsze próby - mieliśmy ubaw po pachy, leżeliśmy czasem ze śmiechem i płaczem na podłodze i tak naprawdę zaczęliśmy uczyć się poważnie tańczyć w poniedziałek przed "naszą" sobotą. Wyszło naprawdę fajnie i zaskoczyliśmy naszą perfekcją rodzinę :) Także polecam taki sposób nauki tańca nie dość, że dużo radości z partnerem to jeszcze nasz portfel nie ucierpiał (a ledwo co zipie).


14. Prezent dla rodziców
O podziękowaniu dla rodziców w formie wideo pisałam w punkcie 11., ale pozostaje nam jeszcze kwestia prezentu. Często jest to skromna forma ramki ze zdjęciem pary z sesji narzeczeńskiej, kwiaty, kosze słodkości, czasem coś śmiesznego jak np. statuetka Oskar dla Mamy, puchar czy inne trofeum. W innych przypadkach jest to wycieczka, spa itp. żeby nasi kochani rodzice spędzili razem miło czas. Są też większe prezenty z kategorii potrzeby i komfortu; zmywarka, nowa pralka czy 55 calowy telewizor. My podarowaliśmy rodzicom coś z pierwszej wymienionej kategorii prezentów: piękne brylantowe pudełko wypełnione pralinami z Galerii Tortów Artystycznych w Krakowie (pyszne, pyszne, pyszne). Niestety moim zdaniem trochę drogie: 180zł/kg (ok. 90 pralinek) - może to lepiej, bo inaczej byłabym częstym klientem Galerii, a w moim domu nie byłoby innych słodyczy (wtedy Ewa Chodakowska by się na mnie denerwowała) Polecam spróbować :)

W Galerii dostępne są różnokolorowe pralinki. 

15. Co zamiast kwiatów? 
Ślub to jednak złożone wydarzenie i na 10. punktach się nie skończyło, ale 15. myślę to już udana i przemyślana impreza. Podczas wypisywania zaproszeń wraz z partnerem stajemy przed pytaniem: co sobie zażyczyć zamiast kwiatów? Jest bardzo dużo możliwości: dobroczynne (artykuły szkolne dla dzieci, maskotki dla najmłodszych etc.), procentowe (najczęściej wino, miło wypełnić sobie półki piwniczne i tak za 5-10 lat napić się wina ze swojego wesela), łut szczęścia (totolotek, zdrapki), rozrywkowe (vouchery, bilety do kina, karnety do siłowni, spa) i jest jeszcze wiele innych wariantów. My z M. wybraliśmy kupon lotto i zdrapki, a raczej z naciskiem na zdrapki, jest to bardzo wciągające (hazardzistka się we mnie odzywa). Przy grubo ponad 100. kuponach było więcej radości i niepewności (wkurzania się, że jeszcze "jeden numer", "jeszcze jeden symbol") niż wygranej dlatego nie polecam, chyba że ktoś ma niebywałe szczęście. 

-
Podsumowując wraz z mężem wszystkie koszta wesela zamknęły się w 14 tysiącach (nie licząc restauracji bo to zależne jest od ilości osób). Jak na jedną imprezę, jeden wieczór jest to dosyć dużo. Z jednej strony chcemy, aby ten dzień był najpiękniejszy i taki jak sobie wymarzyliśmy, a z drugiej przechodzą myśli ile dobrego byśmy mieli (gdzie byśmy pojechali?) za tą kwotę (ba, jeszcze 3 razy większą!). Jednak nie ma co żałować, my bardzo cieszymy się z tego dnia, miło go wspominamy... W tym tygodniu otrzymamy zdjęcia od fotografa.. już się nie umiem doczekać, może uaktualnię posta :-) Trzymajcie się! Mam nadzieje, że może komuś pomogę tym postem w organizacji wesela :)

Followers / Obeserwatorzy