poniedziałek, 28 listopada 2016

Wesele - nie taki diabeł straszny

Dzisiaj będzie o tym jak nie zwariować planując ślub.
My z M. mamy już to za sobą. W tym poście będzie wszystko co dla nas było istotne podczas planowania od ustalenia daty (uzależnione od dostępności wybranej sali) do całej ceremonii czyli 7 miesięcy w naszym przypadku (w zupełności wystarczający czas na dopięcie wszystko na ostatni guzik).

1. Wybór daty ślubu
My zaręczyliśmy się 2,5 roku temu, nie planowaliśmy od razu ślubu. Pewnego dnia zaczęliśmy oglądać sale i tak wpadł mi w oko piękny pałac. I tak szybko poszło: spotkanie z managerem, ustalenie wolnego terminu - 29 października. Godzina później. Telefon od managera, jedna para zrezygnowała czy chcemy wskoczyć na sierpniowy termin. I tak przypadkiem i ze szczyptą szczęścia ustaliliśmy datę 6 sierpnia.

2. Lista gości
Wypisaliśmy najbliższą rodzinę i przyjaciół następnie kogo jeszcze chcielibyśmy zaprosić i tak lista gości wciąż się powiększała. Pamiętajmy jednak, że 20% zaproszonych gości (jeśli nie jest to ścisłe rodzinne grono) wykruszy się, więc zapraszając 100 osób jest duże prawdopodobieństwo, że na weselu będzie ok. 80-90.

3. Zaproszenia
Zasypały mnie propozycje zaproszeń ze wszystkich możliwych stron. Kiedy nie chodziło o mnie z zachwytem podziwiałam niektóre propozycje, a gdy już miałam wybrać dla siebie - nie mogłam się zdecydować. Jako, że skończyłam grafikę i trochę się w tym odnajduję postanowiłam zaprojektować je sobie sama, takie jakie bym chciała od a do z. I tak z zaproszeń za ok. 5 zł zrobiło mi się 1,50zł, więcej pracy, ale zaoszczędziliśmy przynajmniej na tym (później już tak dobrze nie było:-))


Zaproszenia powstały przed wyborem koloru wiodącego (tiffany blue), ale i tak były naszą dumą :)

4. Wybór zespołu
To trudny wybór, dlatego zespół radzę wybrać z polecenia. Nam zależało na muzyce na żywo - za coś płacimy prawda? Jeśli ktoś ma gitarę elektryczną w dłoni, która nie jest podłączona do wzmacniacza i gra to to nie jest profesjonalizm, to robienie ludzi.. DJ - nie jest złym pomysłem, ale ten z wesela mojej siostry nas trochę zniechęcił. I tak wybraliśmy zespół 3 osobowy, który niewątpliwie zrobił show! Wychodził do ludzi, grali dla młodych i starszych, bawił gości także różnymi zabawami - super! A przyznam szczerze, że wybór był loterią - większość zespołów na rok przed jest już zarezerwowana szczególnie miesiące lipiec-sierpień.

Nasz zespół: Grupa Muzyczna Extreme

5. Wybór fotografa i kamerzysty
To było najcięższe chyba. Tu też kierowaliśmy się naszym gustem, co nam się podoba, a co nie. Ważny był klimat zdjęć, nie znamy się na szumach, kontrastach więc tu zdani byliśmy na nasz gust co się podoba, a co nie, bo zależało nam tak samo na zdjęciach jak i na filmie. Udało się znaleźć fajne małżeństwo. Tylko wciąż czekamy na efekty pracy... niestety już po terminie, ale cierpliwie czekamy ;-) Może po prostu "z tymi modelami nie da się nic zrobić" ;-)

6. Sukienka!
Kiedy mamy już wszystko jeśli chodzi o organizację wesela - myślimy o sobie. Sukienkę kupiłam na 4 miesiące przed - uważam, że to za szybko. Przerażone Panie (znajome, rodzina) pytały mnie czy mam już sukienkę - Jeszcze nie masz? Ja to miałam na pół roku przed! ....ja się pytam po co?
Tak słuchając przerażonych kobiet kupiłam sukienkę na 4 miesiące przed, miesiąc później wyprowadziłam się do Krakowa gdzie trochę schudłam - inne odżywianie, dużo jazdy na rowerze, spacerów, stresu.. I tak sukienka na tydzień przed ślubem wisiała na mnie jakbym miała ją po starszej siostrze. Także -200zł za krawcową, -10cm z sukienki. Niepotrzebne nerwy, niepotrzebne koszta.

7. Fryzura próbna
O niej pomyślałam na miesiąc przed ceremonią. Umówiłam się z salonem (niestety wcześniej mi nieznanym) dumnie zwanym studio urody na fryzurę próbną na 2 tygodnie przed ślubem. I co? Pokazałam inspiracje, nic trudnego typowe upięcie. Moimi włosami zajęła się PRAKTYKANTKA. Nie ujmując osobą uczącym się, bo niektórzy mają ogromny talent, ale ta fryzura dodała mi +10 do wieku i nie o taki efekt chodziło. Drugą fryzurę zrobiła mi już właścicielka - bez szału. I tak próby zakończyły się -100zł w portfelu (moim zdaniem bardzo drogo - to nie Warszawa, to nie Kraków, a fryzura tylko próbna) i także zakończyły się  z zdezorientowaniem na 2 tygodnie przed. Finalnie udało się znaleźć fryzjera w mojej miejscowości: szybki telefon, wizyta, próba (-50zł) i tak jakoś udało się zrobić skromne i ładne upięcie (-110zł). Koszt: -260zł.

fot. www.facebook.com/fryzjer.agnesse

8. Upominki dla gości
Zdarzały się wesela bez upominków, ale zdecydowanie podobały mi się te z tym drobnym akcentem podziękowania za obecność. Myślę, że warto pomyśleć o gościach, którzy przychodzą na nasz ślub tylko do kościoła. Nam udało się każdego obdarować 5 migdałami w naszym wiodącym kolorze Tiffany blue, które symbolizowały 5 życzeń: szczęścia, zdrowia, pomyślności, długiego życia i miłości. Gościom zaproszonym na weselną ceremonie postanowiliśmy sprezentować słoiczki z piankami marshmellows w kształcie serca (słoiczki sprowadzane z Niemiec, pianki to prezent od koleżanki z Australii - słoiczki na wypasie). Koszt: -3zł/szt (licząc tylko słoik)




Nie mam zdjęć naszych słoiczków - a szkoda! źródło: tumbrl.com
9. Bukiety
Hej, hej! To nie jest tak, że wchodzicie dzień przed do kwiaciarni i zamawiacie bukiet ślubny, a nawet na tydzień przed jest to ciężkie (napisałabym niemożliwe ale mnie się udało!). Kwiaciarnie poleciła mi fryzjerka. Ładne, klimatyczne miejsce z lawendą w nazwie. Pani właścicielka przecudowna kobieta, radosna, lubiąca wyzwania i bardzo sympatyczna i chyba te cechy sprawiły, że nie poddała się na przedbiegach. Na tydzień przed zadzwoniłam do kwiaciarni pytając o bukiet - aaaaaaaaaaaaaaaaaa#$#@$@#%@ na kiedy?!!! - usłyszałam. Inspiracje na bukiet wysyłałam telefonem prosto z wieczoru panieńskiego, a szczegóły dogadałam telefonicznie w ten sam wieczór. Bukiet był taki jak wymarzyłam. Piękny, wolny, polny, cudowny... Koszt: -390zł (za mój bukiet, druhny i butonierka - duży koszt, ale to jedyny jaki "przepłaciłam"(bo da się taniej), a byłam 100% zadowolona).


Polecam kwiaciarnie - wymarzony bukiet!!! - www.lawendowaweranda.tumblr.com

10. Tort
Tu przestrzegam wszystkich. Jak wyżej o bukiecie - był taki jak sobie wymarzyłam, to niestety o torcie tego napisać nie mogę. Zostawiliśmy to w rękach restauracji (mieliśmy opcje cenową z lub bez) i niestety był FA_TAL_NY! Nie mówię o smaku, ale o wyglądzie. Nie, nie wyglądał źle, ale nie był taki jak sobie zamarzyłam. Chciałam zawsze duży, ogromny, cudowny, pudrowy, królewski taki jak lubię, a był... jaki był, ale kto mógł wejść mi głowę i wiedzieć jaki chcemy skoro na rozmowie ustaliliśmy jednie: smak i to że ma być piętrowy (nawet kolory się nie zgadzały). Dlatego uważam, że zostawienie torta w rękach restauracji to duży błąd. Nigdy więcej, mam nadzieje, że na rocznicę z mężem sobie odbijemy tę pomyłkę..

11. Atrakcje dla gości
Myślałam, że w 10 punktach się zmieszczę, ale biznes weselny się rozwija. I atrakcje weselne w postaci zabaw organizowanych przez zespół/DJ to nie wszystko. U nas wielką przyjemnością dla weselników był barman, który serwował kolorowe drinki. Jest to świetna propozycja zamiast nudnego stołu z alternatywami dla wódki, usytuowanego gdzieś w kącie sali. U nas był to strzał w dziesiątkę. Kolejną atrakcją dla gości (a dla nas wspaniałą pamiątką) jest fotobudka. Można zaopatrzyć się samemu w aparaty typu polaroid oraz gadżety ubarwiające nam zdjęcia, ale znacznie tańszą opcją byłoby wynajęcie firmy na parę godzin z profesjonalnym sprzętem. Jest to o tyle fajne, że po takich zdjęciach dla nas zostaje pamiątkowa księga gości ze zdjęciami i wpisami naszych najbliższych i znajomych. Nawet nie wiecie jaką frajdę nam teraz sprawia przeglądanie tej księgi :-)
Kolejną atrakcją są podziękowania dla rodziców. Dlaczego to zestawiłam w tym punkcie? Nie lubię tańczenia w kółku z rodzicami przy pięknej, ale umówmy się smętnej piosence Cudownych Rodziców mam. Dlatego postanowiliśmy zrobić filmik dla rodziców z podziękowaniami w którym nagraliśmy podziękowania, było też trochę naszych wspólnych zdjęć, tych z dzieciństwa, rodzina, zdjęć ze ślubu rodziców... Uogólniając film, który miło się oglądało nie tylko nam, nie tylko rodzicom, ale i wszystkim bliskim. Wypisałam wszystkie atrakcje, które mieliśmy my. Oczywiście można, by się pokusić o lampiony (my nie mogliśmy), balony z helem (mieliśmy jako duży prezent niespodzianka od rodziców), fajerwerki (nie mogliśmy), fontanna czekoladowa, słodkie bufeciki i wiele innych.

Nasza fotobudka: www.fotobudkasmiechu.pl

12. Make-up
Zapomniałabym o najważniejszym. No dobra, równie ważnym. Przecież to jest piękny dzień, musimy wyglądać jak księżniczki cały wieczór. Doskonale wiemy jak wyglądamy przed imprezą i po imprezie dlatego warto zainwestować w profesjonalny makijaż. Oczywiście jak przy fryzurze również można sobie wykonać próbę przed, ale ja ze względu na brak czasu zrezygnowałam z tego i poszłam na żywioł. Udało się, bez niespodzianek, moja makijażystka nie miała za dużo czasu (czekała na mnie już w domu, a ja spóźniłam się jadąc od fryzjera). Zrobiła mi piękny, mocny, taki jak chciałam make-up i co najważniejsze utrzymał się do białego rana. Polecam mieć też wcześniej zrobione rzęsy wtedy trwa to dużo krócej. Koszt: 110zł.

13. Pierwszy taniec
Zazwyczaj zaczyna się od wyboru piosenki, u nas zaczęło się od wyboru stylu tańca - walc angielski (M. się uparł). Tak więc ja wybrałam piosenkę, która nie koniecznie była w punkt "raz-dwa-trzy, raz-dwa-trzy" stąd też szukaliśmy takiej wersji utworu,  która byłaby dla nas najlepsza, na szczęście w internecie znaleźć można wszystko :) 

Koszt tańca to ok. 400zł za 5h nauki, przynajmniej w bardziej znanych szkołach tańca i jest to nauka dla pary indywidualna z trenerem. I znowu (na luzie) za późno szukaliśmy, za późno się za to zabraliśmy i w końcu postanowiliśmy nauczyć się sami układu znalezionego na YouTube (w sumie parę figur z różnych filmików). Pierwsze próby - mieliśmy ubaw po pachy, leżeliśmy czasem ze śmiechem i płaczem na podłodze i tak naprawdę zaczęliśmy uczyć się poważnie tańczyć w poniedziałek przed "naszą" sobotą. Wyszło naprawdę fajnie i zaskoczyliśmy naszą perfekcją rodzinę :) Także polecam taki sposób nauki tańca nie dość, że dużo radości z partnerem to jeszcze nasz portfel nie ucierpiał (a ledwo co zipie).


14. Prezent dla rodziców
O podziękowaniu dla rodziców w formie wideo pisałam w punkcie 11., ale pozostaje nam jeszcze kwestia prezentu. Często jest to skromna forma ramki ze zdjęciem pary z sesji narzeczeńskiej, kwiaty, kosze słodkości, czasem coś śmiesznego jak np. statuetka Oskar dla Mamy, puchar czy inne trofeum. W innych przypadkach jest to wycieczka, spa itp. żeby nasi kochani rodzice spędzili razem miło czas. Są też większe prezenty z kategorii potrzeby i komfortu; zmywarka, nowa pralka czy 55 calowy telewizor. My podarowaliśmy rodzicom coś z pierwszej wymienionej kategorii prezentów: piękne brylantowe pudełko wypełnione pralinami z Galerii Tortów Artystycznych w Krakowie (pyszne, pyszne, pyszne). Niestety moim zdaniem trochę drogie: 180zł/kg (ok. 90 pralinek) - może to lepiej, bo inaczej byłabym częstym klientem Galerii, a w moim domu nie byłoby innych słodyczy (wtedy Ewa Chodakowska by się na mnie denerwowała) Polecam spróbować :)

W Galerii dostępne są różnokolorowe pralinki. 

15. Co zamiast kwiatów? 
Ślub to jednak złożone wydarzenie i na 10. punktach się nie skończyło, ale 15. myślę to już udana i przemyślana impreza. Podczas wypisywania zaproszeń wraz z partnerem stajemy przed pytaniem: co sobie zażyczyć zamiast kwiatów? Jest bardzo dużo możliwości: dobroczynne (artykuły szkolne dla dzieci, maskotki dla najmłodszych etc.), procentowe (najczęściej wino, miło wypełnić sobie półki piwniczne i tak za 5-10 lat napić się wina ze swojego wesela), łut szczęścia (totolotek, zdrapki), rozrywkowe (vouchery, bilety do kina, karnety do siłowni, spa) i jest jeszcze wiele innych wariantów. My z M. wybraliśmy kupon lotto i zdrapki, a raczej z naciskiem na zdrapki, jest to bardzo wciągające (hazardzistka się we mnie odzywa). Przy grubo ponad 100. kuponach było więcej radości i niepewności (wkurzania się, że jeszcze "jeden numer", "jeszcze jeden symbol") niż wygranej dlatego nie polecam, chyba że ktoś ma niebywałe szczęście. 

-
Podsumowując wraz z mężem wszystkie koszta wesela zamknęły się w 14 tysiącach (nie licząc restauracji bo to zależne jest od ilości osób). Jak na jedną imprezę, jeden wieczór jest to dosyć dużo. Z jednej strony chcemy, aby ten dzień był najpiękniejszy i taki jak sobie wymarzyliśmy, a z drugiej przechodzą myśli ile dobrego byśmy mieli (gdzie byśmy pojechali?) za tą kwotę (ba, jeszcze 3 razy większą!). Jednak nie ma co żałować, my bardzo cieszymy się z tego dnia, miło go wspominamy... W tym tygodniu otrzymamy zdjęcia od fotografa.. już się nie umiem doczekać, może uaktualnię posta :-) Trzymajcie się! Mam nadzieje, że może komuś pomogę tym postem w organizacji wesela :)

wtorek, 8 listopada 2016

DKNY cdn.



  Witajcie Kochani. Dzisiaj miałam w planach zrobić kolejną recenzje produktów DKNY, jednak po paru próbach zdjęć aparat odmówił posłuszeństwa. I niestety diagnoza: migawka do naprawy nie poprawiła mi humoru. Dlatego teraz mam dla Was tylko mały przedsmak, próbki zdjęć. W poniedziałek mam nadzieje, że już odbiorę mojego Nikona i będę działać :) 






Na zdjęciu: kopertówka DKNY GANSEVOORT i perfumy DKNY My NY 

poniedziałek, 7 listopada 2016

DKNY - torebka idealna


Cześć. 
  Jakiś czas temu złapałam się na tym, że w mojej garderobie brakuje małych torebek. Zamiast dużej ciężkiej torby wygodnie jest wziąć zgrabną i lekką na wyjście ze znajomymi, z mężem (przecież to on musi mieć gruby portfel - nie my:)) czy po prostu, aby wyjść na spacer. I tak zaczęłam poszukiwanie na różnych portalach sprzedażowych. 
  Ze wszystkich mi znanych uwielbiam sklep internetowy ZALANDO. Zakupy na tej stronie zawsze sprawiały mi radość - przejrzysty interfejs, łatwy w obsłudze, a gdy zamówienie nie trafi w nasze gusta - prosty zwrot na koszt sklepu - bez wychodzenia z domu. Czy może być lepiej? O tak! Najlepiej jest jak zamówiony produkt przejdzie nasze najśmielsze oczekiwania i okaże się strzałem w dziesiątkę. 
  Takim trafem jest moja torebka z DKNY model BRYANT PARK. Nie za mała, nie za duża. Idealna - idealna na każdą okazję. Wykonana ze skóry saffiano, także jest sztywna, mnie to nie przeszkadza jest to typowe dla torebek z tego typu obróbki skóry (dzięki temu są one trwałe i odporne na obdarcia). Bardzo podoba mi się łańcuszek w stylu chanel, bo pełni funkcje biżuterii. 



To co ujęło mnie w tej torebce to właśnie regulowany łańcuszek, co więcej nic nie trzeba odpinać, zapinać, zaczepiać. Wystarczy przeciągnąć pasek z jednej strony i torebka będzie idealna do noszenia przez ramię, a gdy po dwóch stronach przeciągniemy uzyskamy idealną krótszą torebeczkę do noszenia w ręku lub na ramieniu. Dzięki temu jest ona wielofunkcyjna.





  Wykonanie. To jest dla mnie bardzo ważny aspekt przy zakupie torebki. Zastanawiałam się też nad innymi modelami, jednak ten ujął mnie detalami takimi jak staranny napis DKNY na przodzie torebki. Większość marek sygnuje się firmowym logo, bo przecież kupując ją za 400 zł (regularna cena 669zł) nie chcemy przecież torebki No Name. Jednak niektóre z tych sygnatur to grawer, inne mają nadrukowaną nazwę, a mi zależało, żeby był to elegancki napis. Pięknie wykończony jest również dół torebki, zabezpieczony metalowymi nóżkami przed uszkodzeniami. Rączki są wykończone nitami z wygrawerowaną nazwą firmy. Te wszystkie bardzo dokładne detale skłoniły mnie do tego zakupu.
  Gdy już kupiłam tą torebkę - zakochałam się w tej marce. Co więcej w krótkim czasie kupiłam kolejną.. Ale o tym już w kolejnym poście...





Followers / Obeserwatorzy