środa, 15 czerwca 2011

23...

Wczorajszego dnia obchodziłem 23 urodziny. To już prawie ćwierć wieku minęło od czasu, gdy w szpitalu w Świętochłowicach przyszedłem na świat. Moje urodziny miały miejsce w kalendarzu dokładnie 2 dni przed urodzinami mojego taty. Byłoby arcyzabawnie, gdybyśmy obaj obchodzili urodziny tego samego dnia. Ja jednak najwidoczniej spieszyłem się z przybyciem na świat i nie w smak mi były kolejne dwa dni w brzuchu mamy :).

Z momentem moich narodzin związana jest dosyć ciekawa historia. Otóż poza bliskimi mojemu sercu ludźmi niewiele osób wie, że mało brakowało, a dzisiaj nie byłoby syna, przyjaciela, koteczka. Wszystko dlatego, że z powodu przeciągającej się nieobecności w szpitalu lekarza prowadzącego ciążę mojej mamy powolutku zaczęła mi się owijać pępowina wokół szyi. W samą porę - można rzec - nastąpił poród i jako zdrowy bobasek wydałem okrzyk życia. Z tą historią wiążą się dwie sprawy:

a) jako że urodziłem się w ostatniej możliwej chwili - jestem zawsze w każdym miejscu na ostatni dzwonek lub spóźniam się
b) czasem gdy mi się nudzi robię głupoty - może dlatego już w łonie mamy czekając na poród owijałem się pępowiną :P

Dobra, koniec żartów. Jest bardzo fajnie. Mam już skończone 23 lata. W tym czasie zwiedziłem kawałek świata, poznałem wiele fantastycznych osób, spełniłem parę swoich marzeń (a jeszcze wiele jest do spełnienia) - w tym zostanie motocyklistą wyścigowym - i zakochałem się w najwspanialszej dziewczynie na świecie - Oli. Dzięki niej każdy dzień nabiera blasku, a każda przeszkoda staje się łatwiejsza do pokonania. Śmiało mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy. Poniżej zamieszczam graficzny prezent, który dostałem od Oli:



Na koniec znowu żarcik. Czy ktoś widział kiedyś, żeby służba zdrowia dała pacjentowi jakiś prezent urodzinowy? Nie? Ja natomiast tak. Wczoraj chirurg wyjął mi z palców druty i zacząłem indywidualne ćwiczenia, by swoim kończynom przywrócić dawną sprawność. Trzymajcie kciuki.

Maro ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Followers / Obeserwatorzy