wtorek, 26 lipca 2011

Croatia cz III (ostatnia), relacja z podróży

Jeszcze przed wyjazdem z Trogiru niedzielnego wieczora wraz z Olą przejechaliśmy się motocyklem mojego kolegi. Była to moja pierwsza jazda od czasu kwietniowego wypadku, a dla Oli w ogóle pierwsza w życiu. Jak zakończyliśmy przejażdżkę oboje byliśmy w dobrych nastrojach. Ola, która bała się szybkich motocykli, chyba się do nich przekonała, bo sama mówiła, że było super.

Po powrocie z Trogiru cały poniedziałek spędziliśmy na naszej plaży w Bibinje. Jednak we wtorek ponownie udaliśmy się do Trogiru, by pozwiedzać starówkę, a następnie pojechać na grilla do naszych znajomych. Tym razem nie jechaliśmy wzdłuż wybrzeża, lecz autostradą. Był to chyba dobry wybór, gdyż droga dojazdowa z owej drogi do Trogiru prowadziła krętymi serpentynami, z których można było podziwiać przepiękne widoki prezentujące panoramę dalmatyńskiego wybrzeża. Udając się w drogę powrotną zahaczyliśmy o lotnisko Split w nadziei na to, że zobaczymy start bądź też lądowanie któregoś z samolotów. Niestety tak się nie stało, przez co z lekkim niedosytem wróciliśmy do naszego apartamentu.

Kolejne dni stały pod znakiem doskonalenia opalenizny i pływania w morzu. Przede wszystkim w Bibinje, choć w poszukiwaniu bardziej lazurowego koloru wody postanowiliśmy pojechać za Sukosan. W ten sposób trafiliśmy do Turanja - miejscowości oddalonej jakieś 20 km od Zadaru. Była tam super plaża i przede wszystkim przejrzysta woda. Wsiadając do samochodu odnotowaliśmy tego dnia rekordową temperaturę 44 stopni Celsjusza. O takiej pogodzie w tym roku w naszym kraju możemy chyba tylko pomarzyć.

W końcu nadeszła sobota - dzień wyjazdu do domu. Poprzedniego wieczora ponownie zagościliśmy u zaprzyjaźnionego Chorwata, który uraczył nas młodym winem swojej produkcji. Było bardzo miło, lecz wszystko co dobre, musi się kiedyś skończyć. Tak było też z naszym pobytem w słonecznej Dalmacji. Droga powrotna w zasadzie przebiegała bez problemów, jeśli nie liczyć korków na chorwackiej autostradzie. Prawdę mówiąc nie mam bladego pojęcia co je powodowało, ale zarządcy trasy co chwilę zamykali parę tuneli tworząc w ten sposób sztuczne korki sięgające kilkanaście kilometrów. Z tego powodu na pierwszym lepszym zjeździe opuściliśmy autostradę i kontynuowaliśmy podróż bocznymi drogami. Było to bardzo dobre posunięcie, gdyż przy okazji obejrzeliśmy sobie Karlovac - miasto, w którym produkują najpopularniejsze chorwackie piwo (Karlovacko). Mamy nadzieję, że uda nam się tam powrócić jak najszybciej. Póki co pozostaje nam jednak liczyć na to, że po obfitych opadach deszczu także nad Polską mocno zaświeci słońce.

Marek :)




Trogir






lotnisko Split







Fashion Day - Zadar

droga powrotna - korek na autostradzie




10 komentarzy:

  1. ale dobrze się na Was patrzy!
    ładna dziewczyna, przystojny chłopak
    ładna parke tworzycie :)


    kolażka.

    OdpowiedzUsuń
  2. jestescie cudowniiiiiii

    OdpowiedzUsuń
  3. I couldn't think you are more right.

    OdpowiedzUsuń
  4. Thankfully some bloggers can write. Thanks for this writing..

    OdpowiedzUsuń
  5. This could be your greatest blog on the net.

    OdpowiedzUsuń
  6. That was forthcoming piece of writing...

    OdpowiedzUsuń
  7. You're exactly correct with this blog post.

    OdpowiedzUsuń
  8. You'r precisely right on this piece!

    OdpowiedzUsuń
  9. This post could not be more precise!!

    OdpowiedzUsuń

Followers / Obeserwatorzy